Co słychać w polityce

Powrót Trollstjerny, czyli blask po recyklingu

W Trollandii znowu drży eter, bo oto Trollstjerna — dawna gwiazda politycznego nieba — znów pojawiła się w telewizji. Nie jako gość z przeszłości, ale jako samozwańcza prorokini przyszłości — i, co ciekawe, największa dziś krytyczka Egotrolla, swojego dawnego sojusznika w dziele trollowania narodu.

Jeszcze niedawno oboje stali na tym samym podium, rozdając uśmiechy i obietnice jak darmowe próbki trollowego kremu przeciw zmarszczkom. Dziś Trollstjerna, w blasku studyjnych świateł, z godnością mówi:

„Nie jestem przeciw Egotrollowi. Ja po prostu jestem za Trollandią.”

Publiczność kiwa głowami, a realizatorzy przyciszają śmiech zza kulis. Bo w Trollandii każdy wie, że „być za Trollandią” oznacza dokładnie tyle, co włożyć kij w mrowisko i udawać, że to badanie klimatu społecznego.

🎙️ Debata w studiu, czyli teatr jednego blasku

W programie „Wieczór z Trollami” Trollstjerna zasiadła naprzeciw eksperta od trollonomii i dwóch komentatorów od siedzenia w fotelach. Wszyscy zgodnie potwierdzili, że Trollandia potrzebuje „nowego początku” — co w tłumaczeniu z trollskiego oznacza: „stare twarze w nowych światłach”.

„Nie mam planów politycznych” — zapewniła Trollstjerna,
„Ale jeśli naród mnie zawoła…”

W tym momencie zgasły reflektory — prawdopodobnie ze wstydu.

🌙 Egotroll milczy (czyli plan w toku)

Sam Egotroll, zapytany o komentarz, odrzekł tylko:

„Nie komentuję wewnętrznych spraw Trollandii.”

Słowa te, powtarzane przez niego w każdej sytuacji od 2015 roku, brzmią już jak mantra do autopromocji i wyciszania kryzysów. Według źródeł Trollposten, w siedzibie rządu trwa właśnie analiza, jak „reagować bez reagowania” — ulubiona taktyka trollskiej elity, polegająca na tym, by nic nie zrobić, ale wyglądać, jakby rozważało się wszystkie opcje.

🧠 Komentarz Naczelnego Kronikarza Trollandii

Wielu pyta: „Po co wracać, skoro już raz zeszło się z gór w glorii i chwale?” Odpowiedź jest prosta: w Trollandii każdy troll tęskni za kamerą — nawet jeśli to kamera monitoringu w urzędzie.

Trollstjerna wraca nie po władzę, tylko po światło. A światło, jak wiadomo, w Trollandii bywa zdradliwe — potrafi rozświetlić nawet najbardziej mroczne intencje, ale i obnażyć, kto naprawdę pociąga za sznurki.

✨ Podsumowanie

Na razie więc Trollstjerna świeci znowu — nie wiadomo, czy z własnej mocy, czy odbitym światłem z telewizyjnego studia. W każdym razie w polityce Trollandii znów pachnie recyklingiem — a to zawsze znak, że kampania nadchodzi.